Stratus

(Z cyklu: Chmury)

Niekończąca się szarawa biel. Rozsadza mój mózg
jednostajny szum.
I nie wiem, czy to za sprawą padającego deszczu,
czy toczącej nieustannie moje ciało
gorączki.

Cisza tak wielka,
że słychać jej wewnętrzny przepływ,
ale taki, jaki można dosłyszeć jedynie w mgłach zastygłych,
gdzieś pomiędzy jedną
a drugą mikroskopijną kroplą – rozprysłą
na twarzy.

Wilgotne liście ostrzą się na krawędziach,
mienią się widziane pod różnymi kątami
płaszczyzny.
Przechylam głowę, zadziwiony poblaskiem
szalejącego we mnie czasu,
w którym wciąż nacierają ni stąd, ni stamtąd, ciskane nie wiadomo, przez kogo
świetliste atomy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.