Enigmatycznie

To się wciąż przemienia, wychodząc z niewidzialnych stref
w urzeczywistnienie.
I staje się smugą cienia – rzucaną przeze mnie
na drewniany parkiet pustego korytarza.

Tak bardzo oślepia mnie słońce, kiedy przemierzam epoki
i lata
przeszłego czasu.

Mijam otwarte okna ze szklanymi odbiciami źrenic
i rząd białych drzwi zatrzaśniętych na wieczność,
za którymi czai się ogromne milczenie przedmiotów
w półmroku i kurzu.

Trzeszczenie podłogi tuż obok, jakby od czyichś kroków –
czyich?

Przecież nie stąpam po niej wcale.
Unoszę się nie za wysoko i nie za nisko.
Płynę.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.