Upał

Coś się urzeczywistnia w ostrym zarysie cienia,
zasłaniając sobą swoją własną stronę.
I przechodzi wolno w chmurze owadów, wzdłuż wieloziela
i kwiatów pachnących słodko –
wyschniętą,
pokrytą pęknięciami ścieżką.

Przeciągły gwizd wilgi dobywa się tuz obok
i nigdzie.
Niecielesne stopy trącają trawę, a dłonie –
gałęzie dusznego ogrodu.
Coś się przesuwa, jakby w tajemnicy przed światem,
w brzęku pszczół, wśród liści nasturcji,
wśród skwaru.

W przybladłym błękicie słoneczniki chylą się ku ziemi,
przytłoczone ciężarem swoich pestek.
Tutaj i dalej skrzypią w drgającym powietrzu strzeliste topole
ze słońcem –
gorejącym w prześwitach.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.