Canopus

Otwarta przestrzeń. Głębokie
niebo.
Przytłacza mnie ten kobaltowy błękit bez najmniejszej obłocznej skazy.
Huk oceanu
tak regularny, – że można odmierzać czas. Przypływy i odpływy –
ogromne wahadło.
Przypływy i odpływy – spieniona nawała,
co nanosi na piaszczysty brzeg okruchy podwodnego sanktuarium. Przypływy i odpływy – wiatr
o zapachu soli.

Światło słońca ostrzy się na krawędziach palmowych liści
tuż obok.
I niczym odnóża ameb wyrastają wciąż nowe refleksy
w niedalekim widzeniu laguny.
W dalekim –
wszystko jest zbyt rozedrgane. Wszystko następuje w zbyt krótkich odstępach czasu.
Wszystkiego –
zbyt wielka nietrwałość.

Spierzchnięte usta, jak u człowieka, którego trawi nieustanna gorączka.
Krople potu spływają po karku
i skroniach.
Gdzieś na horyzoncie trwa nieustanna batalia
o prymat.
Jaskrawe blaski acetylenu padają na zakryte spawalniczymi maskami twarze,
iskrząc się w czarnych,
nieprzeniknionych szybkach okularów. Coś wyrasta powoli ku niebu, jakby chciało –
dosięgnąć
odległej gwiazdy.

W rozkopanej ziemi ślady ciężkich,
gąsienicowych pojazdów –
ciągną się kilometrami, zataczają koła, jakby przepełzły tędy – przed milionem lat –
gigantyczne, pradawne jaszczury
czy węże.
Coraz bardziej konkretyzują się zarysy dziwnych konstrukcji
z betonu i stali.

Przypływy i odpływy –
wiatr o zapachu soli osusza spocone czoło. Przypływy i odpływy – wszystko zamarło,
tak jak wszystko zamiera przed zbliżającą się burzą.
Słychać tylko huk oceanu
tak regularny, – że można odmierzać czas. Przypływy i odpływy –
gigantyczne wahadło.
Przypływy i odpływy – spieniona nawała,
co nanosi na piaszczysty brzeg okruchy podwodnego sanktuarium. Przypływy i odpływy –
mijają sekundy…

…naraz –
wschodzi drugie słońce!
– O blasku tak wielkim, że wypala oczy. O blasku tak wielkim, że spala rozwiane jeszcze przed chwilą włosy.
O blasku tak wielkim, że zagotowują się momentalnie wody laguny!
I grzmot, który zagłusza wszystko,
aż świat się kołysze, pomimo swojego ciężaru. – Aż kołysze się cała ziemia!

W głębokim niebie – początkowy blask,
przewyższający miliardy razy jasność elektrycznego łuku –
powoli przygasa.
Choć jeszcze nie można spojrzeć.
Choć jeszcze wwierca się boleśnie do mózgu. Choć jeszcze wszystko wypala i miażdży pędząca we wszystkie strony ognista ściana!…

…złowroga chmura powoli się rozprasza,
pomrukując jeszcze groźnie.
Ginie…
– wraz z nią –
wszystko inne.

***

Canopus – nazwa kodowa pierwszej francuskiej próby termonuklearnej, która miała miejsce 24 sierpnia 1968 roku na atolu koralowym Fangataufa, znajdującym się w archipelagu Taumotu, wchodzącym w skład Polinezji Francuskiej, w południowej części Pacyfiku.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.