Nikt

To jest dziwny świat, do którego idę,
w którym jestem.
Moje i tak zagmatwane myśli –
ulegają wciąż metamorfozie, nie poddając się jakiemukolwiek zdefiniowaniu.

Tutaj światło (w nieprawdopodobnej ciszy) przenika szyby,
kładąc się długimi smugami na drewnianym parkiecie.
I migoczą słoneczne refleksy na ścianach
pustego domu,
bądź na białych drzwiach – zamkniętych przez wieczność.

Gdzie tylko spojrzeć – milczenie rzeczy,
głucha obcość przedmiotów.
Szumi mi w uszach i dzwoni, jak u człowieka, którego toczy gorączka,
kiedy stąpam w tym bezgłosie, wyszydzany przez wszystko.
I kiedy wszystko przenikam, wcale nie dotykając ziemi. Kiedy na zewnątrz drżą liście
topoli.

***

https://numina.bandcamp.com/track/the-visitor

Jadąc do nikogo

Wskakuję w biegu do odjeżdżającego, pustego już tramwaju, który zgrzyta kołami
i nabiera z ostrym szarpnięciem rozpędu.
Ściekają mi po karku i skroniach
krople zimnego potu.
I tak jak ptak uderza skrzydłami o ściany więzienia,
tak kurczą się boleśnie i rozkurczają
przedsionki
i komory
mojego serca.

Drga i migocze jaskrawe słońce pomiędzy topolami
i jarzy się w samych topolach.
Opieram się czołem o szybę – zahipnotyzowany tym przesuwaniem –
i nie mogąc oderwać oczu od tych przebłysków
natury,
tracę nagle przytomność z powodu efektu stroboskopu…

Odzyskuję świadomość nie wiadomo, po jakim czasie, leżąc na podłodze
z krwawiącym nosem i pianą
na ustach.
Ciągną się po bokach metalowe stelaże pod oparciami pustych siedzeń.
Światło zachodzącego słońca wpada teraz przez okna, tworząc na niej ukośne, pomarańczowe
prostokąty.
Wyciągam powoli osłabioną rękę –
ku temu lśnieniu,
mimo iż wiem, że nie jestem w stanie go dosięgnąć.